Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmailby feather

IMG_0714 copy– Dobrze, Mayu, zacznijmy od asan. Każdy do tego zaczyna.

– Większość od tego zaczyna!

– Zaczęłaś od asan? Czy coś innego zrobiło z Ciebie fana jogi?

– Od tego zaczęłam praktykę. Miałam dużo przyzwyczajeń, ale żadnych pasji, więc zaczęłam hodować orchidee i ćwiczyć asany. Po kilku latach musiałam się przeprowadzić, orchidei ze sobą zabrać nie mogłam, zostały mi więc asany. Na początku nienawidziłam savasany i śpiewania om. Pomyślałam, że to dziwaczne, hipisowskie klimaty! Kilka lat trwało otwieranie się na filozofię jogi i inne jej praktyki.

– W Twoich artykułach joga ma stać się pomocą do życia „tu i teraz”, nie ma dziwacznych, hipisowskich klimatów, ale… Nazywasz się Maya Devi Georg, Twoja szkoła to Mahalaksmi Yoga School, strona internetowa: brahmaloka or bust..? Kiedy zaczęłaś się asymilować z filozofią i pojęciami?

– Hahaha! Słuszna uwaga! Filozofia jogi jest taka sama jak chrześcijańska: chodzi o stawanie się lepszym. Używamy duchowych nazw w jodze i chrześcijaństwie dla przypomnienia, że jesteśmy istotami boskimi, Bóg jest w nas. Wychowana zostałam jako grekokatoliczka, w tym kościele wierzymy, że powinniśmy pozbyć się ego, opróżnić nasze wnętrza, żeby zrobić miejsca dla Chrystusa, który ma w nas rosnąć. Cel: stać się takim, jakim był Chrystus. W jodze pozbywamy się ego i żądz, żeby odnaleźć Boga w sobie. A Bóg ten jest w każdym z nas. To ta sama wiara, ale w jodze mamy do dyspozycji praktyki, które pomagają nam tego dokonać. W chrześcijaństwie zostawiamy duchową pracę księżom, zakonnikom, siostrom zakonnym. Myślę, że to nie w porządku. Uważam, że każdy odpowiada za swój rozwój duchowy i samodzielne musi wykonać tą pracę.

– Coś w tym jest. Czuję się bardziej samodzielna na drodze rozwoju duchowego w jodze niż jako katoliczka. A to tak niesamowite chcieć być jak Chrystus, syn Boga, człowiek i Bóg. Podobnie jak w jodze.

– Myślę, że to ta sama ścieżka. Nie mniej kościół chce monopolu na nią. Pomyśl o jednym z hinduskich bogów, Hanumanie! Jest bogiem, ale jest również małpą! Kudłaty, nie zawsze mądry, zapomina o swojej boskości! Tak jak my! Ale kiedy robi cokolwiek z miłości i oddania, czyni cuda. Tak jak my.

– W Twoim najnowszym artykule “Czy asana to joga?” napisałaś: Hatha joga to praktyka przygotowująca. Przygotowuje nas do wyższych form praktyki, jak medytacja, jamy i nijamy, a docelowo oświecenie.
Większość osób tego nie wie.

– Masz rację. Większość osób tego nie wie! Niektórzy nauczyciele tego nie wiedzą. Ale po to właśnie jest społeczność, możemy pomagać sobie nawzajem w poszerzaniu wiedzy i rozwoju.

– W jodze poszukuje się „prawdziwego ja”, w naszym współczesnym świecie dąży się do “bycia sobą”. Brzmi podobnie, a jednak wzajemnie się wyklucza. Masz podobne dylematy? Masz zadatki na gwiazdę jogi, mam na myśli niesamowite zdjęcia Twoich asan, łatwość z jaką piszesz teksty, dużo kolorowych spodni do jogi.

– Haha! Bycie gwiazdą jogi oznacza porażkę w byciu jogniem! Trudno praktykować i żyć na tym świecie. Mamy zobowiązania, rachunki do płacenia, rodziny do utrzymania. Jestem albo szczęściarą, albo szalona. Wybrałam bezdomność zamiast pracy, którą uważałam za nieetyczną. Nie miałam rodziny, którą musiałabym się opiekować, może w ten sposób udało mi się utrzymać tą integralność. Nie uważam, żeby ktokolwiek miał podejmować decyzje identyczne z moimi, każdy ma swoje powody i zobowiązania. Ale nie zamierzam iść na kompromis w kwestiach własnych przekonań. I z tego powodu mówię, co myślę, a to oznacza, że wiele osób nie polubi mnie czy tego, co mówię. Więc nie muszę się obawiać popularności…

– O tak, poznałam Cię z walecznej strony.

– Nie lubię walki, ale też nie boję się, kiedy muszę walczyć.

– Nie boisz się również używać w swoich tekstach słów takich jak „cierpienie”.

– Cóż, cierpienie jest subiektywne, prawda? Każdy ma inne pojęcie na ten temat. Kiedy miałam trzy lata, spadł mi na ziemię lód i uważałam wówczas, że cierpię. Teraz mam zupełnie inną definicję, czym to cierpienie jest!

– Jako uczeń jogi miewam dylemat. Z jednej strony to super doświadczenie uczestniczyć w warsztacie prowadzonym przez uśmiechniętego nauczyciela, który skupia się na asanach, po praktyce daje pozytywny, inspirujący wykład. Z drugiej strony, mogę pójść na koncert potańczyć, posłuchać niesamowitych i często oświeconych tekstów piosenek, podobny efekt. Czy to uczniowie boją się pogłębiać praktykę, czy nauczyciele boją się odpływu uczniów?

– Tak. Myślę, że i to, i to. Dobrze jest inspirować, dawać ludziom nadzieję i dopingować. Ale źle okłamywać i mówić to, co chcą usłyszeć. Od dobrego nauczyciela uczeń usłyszy to, czego POTRZEBUJE. Uczniowie muszą wiedzieć, co robią dobrze, ale również, co robią źle. Wiem o tym, bo to właśnie dostałam od swoich nauczycieli. A teraz, kiedy już nie żyją, poszukuję innych mistrzów, którzy również powiedzą mi to, czego potrzebuję, co zaowocuje dalszym rozwojem i nauką.

– Czy to nie ogranicza ilości uczniów, jeżeli nauczyciel chce ich naprawdę czegoś nauczyć?

– Może. Swami Sivananda miał tysiące uczniów. Yogi Gupta był jedynym uczniem swojego guru. Niektórzy nauczyciele docierają do mas, inni do nielicznych. Myślę, że większość ludzi nie chce tak naprawdę jogi. Uważam, że nie rozumieją, że to dyscyplina. Szukają nauczycieli, którzy powiedzą im: jesteś świetny, żyj tak, jak żyłeś dotychczas. To nie joga – to komfort. Joga to stawanie się coraz lepszym człowiekiem, czynienie tego świata coraz lepszym miejscem. Co jest trudne. A życie i bez tego nie jest łatwe. Ale, ponownie, dokładnie tego samego wymaga chrześcijaństwo. Ilu ludzi deklarujących chrześcijaństwo naprawdę kocha bliźniego?

– To bardzo surowe…

– Cóż, chodzi o szczerą chęć życia wg przekonań. Nie oznacza to doskonałości zawsze i wszędzie, bo to niemożliwe. Oznacza to staranie się ze wszystkich sił być jak najlepszym, nawet w najgorszy dzień swojego życia.

– Ale trzeba osiągnąć gotowość do tak ciężkiej pracy, do zrozumienia “korzyści”, które płyną z całkowitego oddania, żeby po prostu się nie przestraszyć. To wymaga czasu, a samo objawienie również pojawia się dopiero po jakimś czasie. Najpierw: zakochujesz się w jodze, w nauczycielu, świeżo odkrytych możliwościach własnego ciała…

– O, tak! Asany są naprawdę wspaniałe! Jakbyś poznawała swoje ciało po raz pierwszy! Kiedy rozpoczynasz praktykę asan, zaczynasz naprawdę czuć swoje ciało, być jego świadomym w całkowicie nowy sposób.

– To cudowny czas.

– To cudowna praktyka! Wiele osób tam właśnie zaczyna, wiele osób tam zostaje. I tak też jest dobrze!

– Powiedziałaś, że Twoi nauczyciele odeszli… Jak długo uczysz?

– Praktykę rozpoczęłam w 1999, w 2002 zaczęłam uczyć przyjaciół. W 2004 zajęłam się jogą na pełen etat. W 2005 spotkałam Swami Bua, Swami Jnanand oraz Yogi Gupta. Uczyłam się u nich około roku. Swami Jnanand nadal żyje i nadal pobieram od niego nauki (od czasu do czasu rozmawiamy przez telefon). Miałam wielu innych nauczycieli. Ale to są nauczyciele, którzy skupiali się na filozofii bardziej niż na innych praktykach jogi. Naprawdę zmienili moje życie.

– Tak więc dziesięć lat uczenia, szesnaście lat praktyki… Musisz szukać nauczycieli na co dzień? Gdzie odnajdujesz swoje lekcje?

– Miałam wspaniałych nauczycieli, używam tego, co mi przekazali. Dużo też czytam tekstów o jodze. I mam szczęście, że mój mąż jest joginem, dużo rozmawiamy o praktyce i filozofii.

– O, tak. Jest mnóstwo teorii do wprowadzenia w życie. Zaczynamy od asan, a lądujemy we wnętrzu.

– O to właśnie chodzi.

– Gdzie teraz praktykujesz: na macie, poza nią?

– Jest tyle rodzajów praktykowania jogi. Asany, ćwiczenia oddechowe, medytacja, dobroczynność, wolontariat, studiowanie pism, nawet matematyka może nią być. Moja osobista praktyka to głównie śpiewy. Nie praktykuję asan za wiele, jedynie tyle, ile trzeba, żeby zachować elastyczność.

(- To nie elastyczność, masz połamane kości, musisz się zbadać!)

– Nie żartuj! Poważnie, to po prostu efekt pracy! Spędzałam cztery godziny dziennie na praktyce asan. Stąd moja elastyczność! Praktykowałam śpiewy godzinami każdego dnia. Teraz trzydzieści minut. To wszystko. Moja praktyka się nieustannie zmienia. Nie mogłam dotknąć podłogi, kiedy zaczynałam jogę. Zawaliłam wszystkie cztery lata gimnastyki w liceum. Jako dziecko nosiłam szyny ortopedyczne za względu na krzywe nogi i biodra. Jeżeli ja mogę zrobić daną pozycję, każdy może. Wymaga to jedynie pracy. Ile jest godzin w dobie? Ile zamierzasz spędzić na praktyce? Tylko o to chodzi.

– Nie moglaś dotknąć podłogi??? Muszę Ci uwierzyć, satya, te sprawy. Oddanie – tego uczy nas joga, to świetny sposób na odczuwanie szczęścia. Jeżeli oddana praktyka asan przynosi takie efekty, warto spróbować tego wszędzie.

– Myślę, że praca nad byciem lepszym w kochaniu innych jest dużo bardziej wartościowa niż jakakolwiek pozycja jogi!

– Napisałaś za swoim nauczycielem w ostatnim artykule: „Prawdziwe ja jest wieczne, a cokolwiek, co się zmienia, nie jest rzeczywiste”. Trudno to zrozumieć czy zaakceptować. Jakkolwiek – to prowadzi do pytania o czakry, wibracje, stare dusze. Czy mówisz o tym na swoich lekcjach?

– Pytasz o wiele rzeczy! Jeśli mam być szczera, wielu ludzi, którzy piszą i mówią o starych duszach, czakrach denerwuje mnie! Dlatego, że wielu z nich nie rozumie, co znaczą te słowa w kontekście jogi. Natomiast, kiedy napisałam, że prawdziwe ja jest wieczne i niezmienne, a to, co zmienne, nierzeczywiste, miałam na myśli boskość w każdym z nas. W niektórych filozofiach jogi (a jest ich kilka, odnoszących się do jogi!) uważa się, że wszechświat dzieli się na dwie formy. Pierwsza to świadomość – męski składnik. Wieczny i niezmienny, znajduje się w każdym z nas. To nasza dusza nie podlegająca ingerencji karmy. Drugi to materia. Składnik żeński. Chaotyczny, nieustannie zmieniający się. Jak również boska gra, iluzja. Nic, co rzeczywiste. Jedyną rzeczywistością jest boska świadomość. Stamtąd pochodzimy, to tkwi w każdym. I do tego chcemy powrócić poprzez praktykę.

– Daj mi dwadzieścia minut (albo całe życie) żebym pojęła, co właśnie powiedziałaś.

– Nie żartuj! To jedynie zarys systemu filozoficznego zwanego Vedantą.

– To może poprzestanę na oddaniu. Ale czy mówisz o tym na lekcjach, czy nie?

– Zależy od uczniów. Zdarzają się klasy, na których ludzie NIE CHCĄ słyszeć o filozofii jogi. Zawsze zachęcam do zadawania pytań na zajęciach. Nawet na lekcjach asan. Kiedy uczeń zadaje pytanie, sama się uczę. Nie jestem oświecona, więc nie jestem guru. Nie lubię mówić innym, co mają robić. Zarówno jako nauczyciel, jak i przyjaciel. Jeżeli świetnie ci idzie, powiem ci o tym, jeżeli coś knocisz, powiem ci o tym!

– Zobaczymy się 16 maja w Gdańsku na warsztacie “Twists and Binds”. Mam nadzieję, że padną fajne pytania! Nie mogę się doczekać!

– Ja również! To zawsze zaszczyt móc uczyć! Jestem bardzo wdzięczna za zaproszenie do Gdańska!

– Dziękuję Maya za tą rozmowę.

– Dziękuję, Moni!

Informacje o warsztacie z Mayą – tutaj.